Restauracja Kolory Wina w Łodzi

page.jpg
Wizyta w Kolorach Wina

W ubiegły piątek udaliśmy się do Kolorów Wina na menu degustacyjne. Znacie to uczucie, gdy trafia Wam się z zaskoczenia nieoszlifowany diament? Poczytajcie…

Kolory Wina posiadają w Łodzi dwa przybytki. Pierwszy to Bistro a drugi restauracja, w której byliśmy. Znajduje się ona w hotelu NoBo *** i… samej z siebie, z ulicy nigdy nie przyszłoby mi na myśl,a by tam w ogóle wejść. Hotel leży na obrzeżu Łodzi, zastawiony ekranem wygłuszającym, poza tym ma trzy gwiazdki i zewnątrz budzi skojarzenia raczej budżetowe.

Restauracja brała udział w łódzkiej edycji RestaurantWeek i w ten sposób w Internecie natrafiłam na ich menu. Zainteresowało mnie to w wydaniu degustacyjnym, opinie były wyjątkowo zachęcające… poszliśmy.

Sam hotel w środku robi miłe wrażenie, jest schludnie, czysto, przestronnie, wystrój w dość „modnym” stylu. Restauracja jest klimatyczna, utrzymana w dość klasycznej konwencji, lecz z nutkami nowoczesności (cudowne czerwone żyrandole i biało, czarno, bordowa kolorystyka). Obsługa dyskretna i profesjonalna.

Menu degustacyjne występuje w dwóch rozmiarach: 5 i 7 elementów. My zdecydowaliśmy się na ten skromniejszy (jak się okazało później raczej słusznie…). Kolejne dania wkraczały na nasz stół regularnie, z odpowiednimi przerwami czasowymi, razem (nie lubię, gdy talerze nie są przynoszone równocześnie, zatem dla mnie to duży plus). No, to teraz przejdźmy do samego jedzenia…

Na początku otrzymaliśmy czekadełko w postaci pasztetu z cudownymi buraczkami, sosem i bardzo sympatyczną bułeczką.

WP_20160715_003

Następnie – już w ramach menu degustacyjnego – przystawkę. Przepyszne przegrzebki (choć – przyznaję – jestem w tym punkcie subiektywna, gdyż mam do nich słabość…) z sałatką, bagietką i cudownym puree ze scorzonery o lekko orzechowym , słodkawym posmaku.

WP_20160715_005

Następnie na stół wjechała zupa z bobu na mleku kokosowym z bardzo smaczną oliwą.

WP_20160715_008

I potem przyszła pora na danie główne w postaci sezonowanej, polskiej polędwicy wołowej, z ziemniaczkami i sałatką (mniej więcej w tym momencie osiągnęłam stan, w którym byłam wdzięczna kelnerowi za doradzenie wersji 5-elementowej…) Choć nie jestem fanką czerwonego mięsa, przyznam, że było ono delikatne, odpowiednio wysmażone (na moje mięsno-amatorskie oko medium-well). Porcja mojego męża była mniej wysmażona i tu się zastanawiam, czy był to przypadek, czy też z góry założono, że mężczyźni wolą bardziej krwiste…

WP_20160715_009

Po daniu głównym przyszła pora na pierwszy z dwóch deserów. Był to pokaz kuchni molekularnej odbywający się przy naszym stole. W efekcie zostaliśmy poczęstowani sorbetem z ananasa z owocami, ciasteczkiem maślanym (pycha!), kwiatem orchidei, miętą i czekoladą w proszku.

WP_20160715_014

Ostatnim deserem był płonący, waniliowy  Crème brûlée. Lepszego nie jadłam!

 

Zaskoczyły mnie rozmiary porcji. Miało być to menu degustacyjne a tymczasem wyszłam absolutnie najedzona. Spodziewałam się porcji „po kęsie” a tymczasem patrzyłam na talerze i nie mogłam uwierzyć. Jeżeli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że wersja 5-elementowa kosztowała 109 zło/os. a znalazła się w niej m.in. polędwica wołowa i przegrzebki, to cenę uważam za wyjątkowo korzystną.

Po wyjściu i przemyśleniach, zgodnie podsumowaliśmy, iż Kolory Wina awansują wysoko na naszych listach ulubionych restauracji.Jeżeli chodzi o Łódź, jest to mój numer 1. Stąd wstęp o nieoszlifowanym diamencie: bardzo niepozorna z zewnątrz, okazała się zachwycająca w wewnątrz 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s